Witam
Niestety z powodu tego, że mało osób zaglądało i czytało to co ja tutaj publikowałam blog zostanie USUNIĘTY do końca miesiąca.
Opowiadanie postaram się przenieść na Wattpada i tam dalej je pisać więc jak ktoś będzie chętny do dalszego śledzenia losów bohaterów to serdecznie zapraszam. Będzie ono publikowane pod inną nazwą ale jeszcze nie wiem jaką dlatego moja nazwa na Wattpadzie to "Opowiastka". Bardzo serdecznie zapraszam do czytania moich opowieści oraz przepraszam tych, którzy jednak czytali.
Z pozdrowieniami Autorka
Przeznaczenie Miłości
środa, 20 kwietnia 2016
niedziela, 29 listopada 2015
Rozdział IV - Ratunek
Bardzo was przepraszam że tak długo mnie nie było ale niestety byłam bardzo zajęta w szkole i nie miałam kiedy napisać jakiegokolwiek posta. Mam nadzieję że nie jesteście na mnie bardzo źli. Postaram się aby od teraz na 100 % rozdziały pojawiały się regularnie co miesiąc.
Naprawdę bardzo was proszę o komentarze bo to mi bardzo pomaga w pisaniu. Może wprowadzę zasadę że 5 komentarzy i wtedy dodaję nowy rozdział i nie ubłaganie na termin ?
Dziękuję i zapraszam do lektury.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłam między drzewami i krzakami. W końcu wyszłam na polanę, oświetlaną blaskiem księżyca. Postanowiłam chwilę odpocząć. Oparłam się plecami o pień drzewa na skraju lasu. Na szczęście było dosyć ciepło. Nawet nie zauważyłam jak zasnęłam. Obudziły mnie promienie wschodzącego słońca. Kiedy wstałam od razu poczułam skutki spania w pozycji siedzącej. Bolała mnie szyja i plecy. Po lekkim wyprostowaniu kości, ruszyłam dalej przed siebie. Nie wiem ile tak szłam ale jak na złość znowu doszłam do skupiska drzew. Nagle usłyszałam za sobą jakiś wyk. Nie zastanawiając się długo weszłam na kamienną ścieżkę i poszłam nią w głąb puszczy. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk łamanych gałęzi a chwilę później otoczyła mnie grupa postaci z wyciągniętymi łukami skierowanymi na mnie. Udało mi się rozpoznać że są elfami.
Naprawdę bardzo was proszę o komentarze bo to mi bardzo pomaga w pisaniu. Może wprowadzę zasadę że 5 komentarzy i wtedy dodaję nowy rozdział i nie ubłaganie na termin ?
Dziękuję i zapraszam do lektury.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szłam między drzewami i krzakami. W końcu wyszłam na polanę, oświetlaną blaskiem księżyca. Postanowiłam chwilę odpocząć. Oparłam się plecami o pień drzewa na skraju lasu. Na szczęście było dosyć ciepło. Nawet nie zauważyłam jak zasnęłam. Obudziły mnie promienie wschodzącego słońca. Kiedy wstałam od razu poczułam skutki spania w pozycji siedzącej. Bolała mnie szyja i plecy. Po lekkim wyprostowaniu kości, ruszyłam dalej przed siebie. Nie wiem ile tak szłam ale jak na złość znowu doszłam do skupiska drzew. Nagle usłyszałam za sobą jakiś wyk. Nie zastanawiając się długo weszłam na kamienną ścieżkę i poszłam nią w głąb puszczy. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk łamanych gałęzi a chwilę później otoczyła mnie grupa postaci z wyciągniętymi łukami skierowanymi na mnie. Udało mi się rozpoznać że są elfami.
- Kim jesteś ? Co tu robisz ? –
zapytał mnie jeden.
- Jestem Ariana Bellar i jestem elfem.
Szukam jakiegoś schronienia. – odpowiedziałam przestraszona.
Elf dał sygnał reszcie aby opuścili
broń. Odetchnęłam z ulgą.
- Dlaczego szukasz
- Na moją wioskę napadło stado chimer
– w tym momencie mężczyzna popatrzył na mnie jak na wariatkę – Niestety nikt
nie ocalał więc nie mogłam tam zostać – dokończyłam, powstrzymując łzy.
- Przecież te zwierzęta wymarły dawno
temu. To niemożliwe. A skąd pochodzisz ?
- Z wioski w górach Śnieżnych.
- To bardzo daleko stąd, doszłaś tutaj
sama na piechotę ?
W odpowiedzi kiwnęłam mu twierdząco
głową. Widać było, że intensywnie nad czymś myślał. Po chwili znowu zabrał
głos.
- Chodź z nami – zaproponował
- Ale gdzie ? – zapytałam
- Do naszego Królestwa. Tam
porozmawiasz z Królem. Przecież nie możesz sama plątać się po mrocznej puszczy.
Nie wiedziałam co powiedzieć, ale w
końcu zgodziłam się. I znowu wędrówka. Ale teraz nie samotna. Przez całą drogę
rozmawiałam z Jamsem- bo tak miał na imię dowódca oddziału. Po jakiś dwóch
godzinach marszu, zza drzew wyłonił się duży pałac. Był zbudowany i oparty o
pnie drzew. Przeszliśmy przez most, który również był zbudowany z drewna i
kiedy doszliśmy do bramy to jeden z wartowników kazał nam się zatrzymać.
- Stać ! – krzyknął że aż podskoczyłam
w miejscu.
- Wracamy z patrolu – odpowiedział
James.
- A kto to jest ? – zapytał strażnik,
pokazując w moją stronę.
- To jest Ariana Bellar spotkaliśmy ją
w lesie, jest elfem – odpowiedział dowódca
- Co robiła w puszczy ?
- To już Cię nie powinno obchodzić.
Właśnie w tej sprawie idziemy do Króla – odpowiedział hardo James
- Oczywiście, proszę za mną – powiedział
strażnik i wszedł w głąb zamku a my ruszyliśmy za nim.
Pałac był wspaniały. Opierał się na
korzeniach drzew. Był ogromny ale było w nim bardzo ciemno. Teraz szliśmy
schodami raz w górę raz w dół. Minęliśmy więzienie czyli lochy, zbrojownie,
pokoje aż w końcu dotarliśmy do wielkich drzwi, które miały ozłacane klamki i
piękne wzory. Jeden ze strażników znowu kazał nam się zatrzymać.
- Idziemy z bardzo ważną sprawą do
Króla – odpowiedział jeden elf
- A jesteście umówieni ?
- Niestety nie i właśnie dlatego mam
do Ciebie małą prośbę. Może poszedł byś i zapytał czy możemy wejść ?
- Poczekajcie tutaj chwilę –
odpowiedział i zniknął za drzwiami.
Na korytarzu było cicho tylko co jakiś
czas było słychać głosy dochodzące zza drzwi. Po jakiś pięciu minutach w
drzwiach znowu pojawił się wartownik.
- Możecie wejść – powiedział
- Dziękujemy – odpowiedział James i
wszedł do komnaty a ja zaraz za nim.
Pomieszczenie było ogromne. Na środku
znajdował się wielki i okazały tron do które prowadziły drewniane schody. Na
tronie w pięknej koronie i długim białym płaszczu, który opadał na schody,
siedział Król Leśnych Elfów i Mroczne Puszczy.
- Wasza Wysokość – powiedział brunet i
skłonił mu głową.
- Z jaką sprawą do mnie przychodzicie
? – zapytał przyglądając mi się.
- Spotkaliśmy tą dziewczynę w lesie.
- Zostawcie nas samych – powiedział
Król
- Oczywiście Wasza Wysokość –
odpowiedział strażnik i rozkazał wszystkich opuścić pomieszczenie. Teraz
zostaliśmy z Królem sami. Zapadłą chwilowa niezręczna cisza, którą zdecydował
się przerwać Król.
- Jak się nazywasz ? – zapytał mnie
- Jestem Ariana Bellar –
odpowiedziałam mu z lekkim, wyczuwalnym strachem w głosie.
- Nie musisz się bać, tutaj nic Ci
grozi. Opowiedz mi co się stało ?
- Na moją wioskę napadło stado chimer
i ojciec kazał mi uciekać i schować się w lesie. Zrobiłam tak ale później gdy
wszystko ucichło, wróciłam żeby sprawdzić co się stało. Niestety nikt nie
ocalał. Dlatego zabrałam co znalazłam w domu i ruszyłam w świat szukać
schronienia. Tak dotarłam właśnie tutaj. Weszłam do Puszczy i po długiej
wędrówce zatrzymali mnie twoi strażnicy.
- Rozumiem, czyli szukasz schronienia?-
zapytał.
Nie odpowiedziałam mu tylko lekko
pokiwałam głową.
- Dobrze możesz tutaj zamieszkać.
- Naprawdę ? – zapytałam nie mogąc
uwierzyć że to prawda
- Oczywiście – odpowiedział mi Król
lekko się do mnie uśmiechając
- Dziękuję Bardzo Wasza Wysokość –
odpowiedziałam. Po tych słowach od razu mi ulżyło i uśmiech pojawił się na
mojej twarzy.
- To w takim razie życzę Ci miłego mieszkania.
Strażnik zaprowadzi Cie do twojej nowej komnaty. – powiedział i wskazał na elfa
koło drzwi.
- Jeszcze raz bardzo dziękuję Wasza
Wysokość – powiedziałam, kiwnęłam głową na pożegnanie i ruszyłam za strażnikiem.
piątek, 25 września 2015
Rozdział III - Atak
Bardzo was przepraszam, że tak długo mnie nie było ale najpierw wyjazd wakacyjny, później próby a na końcu szkoła i tak jakoś mało czasu mi zostało na pisanie. Od teraz postaram się dodawać rozdziały co miesiąc chodź niczego nie obiecuję bo mam bardzo dużo nauki.
A teraz zapraszam do lektury.
I BARDZO WAS PROSZĘ - KOMENTUJCIE, to naprawdę mi pomaga :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O świcie obudziły mnie czyjeś głośne i przeraźliwe krzyki. Pierwsze co zrobiłam to spojrzałam przez okno, ale zauważyłam tylko mgłę i nic więcej. Postanowiłam, że zejdę na dół do taty. Szybko ubrałam czerwoną bluzkę i czarne, długie spodnie. Na nogi wsunęłam wiązane kozaki a na ramiona zarzuciłam ciemny sweter z długim rękawem, i prędko zbiegłam po schodach. Na środku salonu stał tata w granatowym płaszczu i zakładał rękawice. O fotel był oparty długie, srebrny miecz ze szmaragdową rączką, który normalnie wisiał na ścianie jako pamiątka po moim dziadku.
A teraz zapraszam do lektury.
I BARDZO WAS PROSZĘ - KOMENTUJCIE, to naprawdę mi pomaga :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
O świcie obudziły mnie czyjeś głośne i przeraźliwe krzyki. Pierwsze co zrobiłam to spojrzałam przez okno, ale zauważyłam tylko mgłę i nic więcej. Postanowiłam, że zejdę na dół do taty. Szybko ubrałam czerwoną bluzkę i czarne, długie spodnie. Na nogi wsunęłam wiązane kozaki a na ramiona zarzuciłam ciemny sweter z długim rękawem, i prędko zbiegłam po schodach. Na środku salonu stał tata w granatowym płaszczu i zakładał rękawice. O fotel był oparty długie, srebrny miecz ze szmaragdową rączką, który normalnie wisiał na ścianie jako pamiątka po moim dziadku.
- Tato, co się dzieję ? – zapytałam z
lekką nutą przerażenia w głosie.
- Kochanie – zaczął, odwracając się w
moją stronę – idź szybko na górę i weź łuk i strzały z szafy i schodź tu do
mnie.
- Ale po co ? – powtórzyłam pytanie
słysząc zdenerwowanie w głosie mojego ojca.
- Rób co Ci każę ! – Tym razem
podniósł głos – no już ! – krzyknął widząc że dalej stoję w drzwiach
pomieszczenia.
Od razu pobiegłam do mojego pokoju i
wyjęłam z dna szafy łuk i kołczan pełen strzał. Jeszcze na chwilę stanęłam w
drzwiach „ mojego królestwa”, (bo tak w myślach nazywałam mój pokój), bo miałam
złe przeczucie że już tu nie wrócę. Nie wiem ile tak stałam ale z tego transu
wyrwał mnie głośny wybuch. Od razu zamknęłam mahoniowe drzwi i popędziłam do
salonu.
- Ariana uciekaj do lasu. Szybko !
- Tato ?
- Córeczko – powiedział podchodząc i
mocno mnie przytulając – Uciekaj. Musisz przeżyć. Kocham Cię skarbie – powoli
się odsunął i popatrzył mi w oczy. Zobaczyłam na jego policzkach łzy a moje
również mimowolnie wypłynęły mi z pod powiek.
- Nie płacz słonko – znowu mnie
przytulił – Wszystko będzie dobrze.
- Obiecujesz ? – zapytałam
- Tak – odpowiedział – Uciekaj do
lasu. Nie patrz za siebie tylko biegnij. Schowaj się gdzieś w lesie. Przyjdę po
Ciebie jak będzie po wszystkim. – powiedział odsuwając się ode mnie i biorąc
miecz do ręki wybiegł z domu a ja od razu za nim na uliczki wioski. Widok jaki
tam zastałam był okropny. Wszędzie ciała zmarłych mieszkańców i ogromne bestie .Ich łby przypominały głowę lwa, z tą różnicą, że był szary. Umięśnione przednie łapy kończyły długie i ostre pazury. Tylnia część ciała przypominała tułów kozła, ale najgorszy był ogon, który zakończony był łbem smoka. Były to najprawdziwsze chimery. Stałam przez chwilę jak spetryfikowana dopóki nie usłyszałam głosu
taty.
- Ariana, uciekaj ! No już ! –
krzyknął i zniknął za jakimś budynkiem.
W tym momencie zerwałam się i puściłam
biegiem w stronę lasu. Omijałam domy, leżące, martwe ciała zarówno ludzi jak i
zwierząt. Po drodze zauważyłam moją koleżankę a nad nią pochylającą się
chimerę.
Szybko nałożyłam strzałę na cięciwę i strzeliłam trafiając zwierzęciu
prosto między oczy. Bestia upadła martwa a dziewczyna odwróciła się, kiwnęła mi
głową w geście podziękowania i pobiegła w stronę rynku, a ja zrobiłam to samo
tylko ruszyłam w stronę lasu. Kiedy dobiegłam na skraj puszczy, obróciłam się
jeszcze na chwilę żeby popatrzeć na mój stary dom. W pewnym momencie usłyszałam
dźwięk łamanej gałęzi więc szybko weszłam między drzewa i wspięłam się na
pierwsze a zarazem najwyższe drzewo i schowałam się pomiędzy liśćmi. Przez
długi czas do moich uszu dobiegały krzyki i ryki.
Siedziałam tak bardzo długo,
aż w końcu bestie zaczęły wracać do lasu. Kiedy zniknęły z pola widzenia powoli
zeszłam na ziemię. Rozglądnęłam się w koło, ale nigdzie nie widziałam taty.
Powoli ruszyłam w stronę wioski. Kiedy doszłam na rynek, przeraziłam się.
Wszędzie wiedziałam ciała i krew. W wielu rozpoznałam moich przyjaciół i
znajomych, ale to co zobaczyłam koło fontanny, zbiło mnie z nóg. Pędem rzuciłam
się w tamtą stronę. Na ziemi, martwy leżał mój tata. Cały był zakrwawiony a w
ręce trzymał miecz. Upadłam na kolana i mocno przytuliłam jego bezwiedne ciało.
Po policzkach zaczęły mi spływać słone łzy. Nie wiem ile tak trwałam ale zaczął
już zapadać zmrok i powoli zaczęło robić się ciemno.
Postanowiłam, że pójdę jeszcze
zobaczyć do domu, o ile jeszcze stoi. Kiedy tam dotarłam, drugi raz nie mogłam
uwierzyć własnym oczom. Drzwi i ganek
były doszczętnie rozwalone a w dachu było mnóstwo dziur. W środku nie wyglądał
lepiej. Wszystkie meble było rozwalone i porozrzucane po całym domu. Postanowiłam
spakować najpotrzebniejsze rzeczy, które zostały. W moim pokoju, z szafy
wyjęłam niedużą torbę na ramię i spakowałam do niej dwie bluzki, sweter i moją ulubioną książkę. Na ziemi znalazłam
potłuczone zdjęcie, które przedstawiało mnie i rodziców. Wrzuciłam je do torby,
ubrałam ją i wyszłam z pomieszczenia. Po drodze złapałam moją broń i opuściłam
dom.
Ostatni raz popatrzyłam na miejsce w którym spędziłam najszczęśliwsze
momenty swojego życia. Nawet nie wiedziałam kiedy łzy zaczęły płynąć po moich
policzkach. Odgoniłam to wszystko od siebie i ruszyłam w świat w poszukiwaniu
schronienia. Ruszyłam w kompletnie nieznany i odległy mi świat, całkiem sama.
Cały czas zadawałam sobie pytanie : „Dlaczego
akurat mnie to spotyka”.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chimery :
http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Chimera
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chimery :
http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Chimera
czwartek, 6 sierpnia 2015
Rozdział II - Strata
Bardzo was przepraszam że tak długo mnie nie było ale byłam najpierw na jednym a potem na drugim wyjeździe i był bardzo słaby dostęp do internetu, jeśli takowy był. Jeszcze raz bardzo was przepraszam i postaram się żeby rozdziały były dodawane częściej choć niczego nie obiecuję ponieważ znowu wyjeżdżam na 2 tygodnie i nie wiem jak tam będzie z internetem.
Chciałabym że jeśli przeczytałeś ten post to może pozostaw po sobie jakiś ślad np Komentarz. To by mi bardzo pomogło bo bym wiedziała że ktoś czyta mojego bloga. Bardzo dziękuję.
A teraz zapraszam do lektury.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszystko wydawało się dobrze na pierwszy rzut oka. Do czasu kiedy przyszedł do nas list. Było to 2 lata po moim śnie. List ten był od dowódcy wojska :
Witam
Zbliża się nieunikniona wojna, dlatego wszyscy obywatele,
którzy są zdolni do walki mają natychmiast stawić się na dworze u Króla.
gen. Brayan Hudson
Mój tata miał złamaną nogę i nie mógł chodzić, więc padło na mamę. Tego właśnie bałam się najbardziej. Kiedy wróciła do domu od razu pobiegłam do drzwi żeby pokazać jej wezwanie. Kiedy je zobaczyła, była załamana chociaż nie dała tego po sobie poznać. Wiedziała że musi być silna dla córki i męża.
Na drugi dzień schodząc na dół zobaczyłam mamę stojącą, gotową w drzwiach. Była ubrana w zieloną tunikę, czarne spodnie i tego samego koloru, wysokie buty do kolan oraz długi płaszcz. Włosy miała spięte w "koński ogon". Na plecach miała kołczan ze strzałami i łuk.
- Mamo ! - zawołałam podbiegając do nie - pamiętasz ten mój sen ?
- Który ?
- Ten o twojej śmierci ? Mówiłam że się spełni, ale ty mnie nie słuchałaś ! Miałam rację.- wykrzyczałam jej to prosto w twarz po czym się do niej z całych sił przytuliłam i zaczęłam szlochać w jej ramię.
- Kochanie- odparła z spokojem w głosie- To że idę na wojnę nie znaczy, że zginę- dokończyła cały czas mnie przytulając do siebie.
- Ale nic nie wiadomo. To przecież wojna.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.- odpowiedziała- Kocham Cię córeczko.
- Kochanie- tym razem zwróciła się do taty - Opiekuj się nią i uważajcie na siebie.
- Oczywiście, i ty też uważaj - odpowiedział Tata przytulając do siebie żonę.
Nagle na zegarze wybiła godzina 9:00.
- Muszę już iść. Bardzo was kocham - powiedziała i zniknęła za machoniowymi drzwiami.
Jeszcze przez dłuższy czas patrzyłam za nią przez okno w kuchni. W końcu jednak zniknęła w głębi lasu.
Minęło 8 lat od początku wyprawy. O mamie nie słyszeliśmy ani słowa od tamtego czasu. Życie w domu toczyło się normalnie. Tata pracował a ja się uczyłam. Jednak to były tylko pozory. Oczywiście przed wszystkimi pokazywaliśmy że jesteśmy silni ale w domu było zupełnie inaczej. Tata codziennie wieczorem zatapiał smutki w alkoholu a ja płakałam w swoim pokoju.
Jednak pewnego dnia coś się zmieniło, ponieważ przyszedł do nas list od Króla.
Kiedy weszłam do kuchni i zobaczyłam tatę patrzącego w okno i w jednej ręce trzymającego list a w drugiej szklankę z alkoholem, od razu zrozumiałam że musiało stać się coś poważnego i bardzo się z tego powodu przestraszyłam.
- Co się stało ? - zapytałam go lekko drżącym głosem.
Niestety odpowiedziała mi tylko głucha cisza.
- Tato ! O co chodzi ?- nie wytrzymałam i podniosłam głos.
Znowu odpowiedziała mi cisz. Tylko tym razem podał mi pergamin nawet na mnie nie spoglądając.
Witam
Z wielką przykrością muszę państwa powiadomić, że P. Elizabeth Bellar
nie wróciła wraz z ocalałymi oraz nie znaleziono jej ciała co niestety oznacza,
że zginęła w walce za nasze Królestwo.
Składam najszczersze kondolencje całej rodzinie
Król Ronald
"Nie, nie, nie. To nie mogła być prawda". Łzy powoli zaczęły mi spływać po policzkach.
- Nie płacz Kochanie - pocieszał mnie tata, przytulając mnie do siebie.
A ja zadawałam sobie w głowie cały czas tylko jedno pytanie :
DLACZEGO MNIE TO SPOTYKA ???
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o mamie i o tym czy ona na pewno nie żyję. Może była ranna i ktoś się nią opiekuję? I ona cały czas żyję ? W końcu jednak sen mnie zmożył i całkowicie odpłynęłam. Niestety to nie był koniec smutnych i tragicznych przeżyć w moim życiu.
O świcie obudziły mnie czyjeś głośnie i przeraźliwe krzyki.
Chciałabym że jeśli przeczytałeś ten post to może pozostaw po sobie jakiś ślad np Komentarz. To by mi bardzo pomogło bo bym wiedziała że ktoś czyta mojego bloga. Bardzo dziękuję.
A teraz zapraszam do lektury.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszystko wydawało się dobrze na pierwszy rzut oka. Do czasu kiedy przyszedł do nas list. Było to 2 lata po moim śnie. List ten był od dowódcy wojska :
Witam
Zbliża się nieunikniona wojna, dlatego wszyscy obywatele,
którzy są zdolni do walki mają natychmiast stawić się na dworze u Króla.
gen. Brayan Hudson
Mój tata miał złamaną nogę i nie mógł chodzić, więc padło na mamę. Tego właśnie bałam się najbardziej. Kiedy wróciła do domu od razu pobiegłam do drzwi żeby pokazać jej wezwanie. Kiedy je zobaczyła, była załamana chociaż nie dała tego po sobie poznać. Wiedziała że musi być silna dla córki i męża.
Na drugi dzień schodząc na dół zobaczyłam mamę stojącą, gotową w drzwiach. Była ubrana w zieloną tunikę, czarne spodnie i tego samego koloru, wysokie buty do kolan oraz długi płaszcz. Włosy miała spięte w "koński ogon". Na plecach miała kołczan ze strzałami i łuk.
- Mamo ! - zawołałam podbiegając do nie - pamiętasz ten mój sen ?
- Który ?
- Ten o twojej śmierci ? Mówiłam że się spełni, ale ty mnie nie słuchałaś ! Miałam rację.- wykrzyczałam jej to prosto w twarz po czym się do niej z całych sił przytuliłam i zaczęłam szlochać w jej ramię.
- Kochanie- odparła z spokojem w głosie- To że idę na wojnę nie znaczy, że zginę- dokończyła cały czas mnie przytulając do siebie.
- Ale nic nie wiadomo. To przecież wojna.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.- odpowiedziała- Kocham Cię córeczko.
- Kochanie- tym razem zwróciła się do taty - Opiekuj się nią i uważajcie na siebie.
- Oczywiście, i ty też uważaj - odpowiedział Tata przytulając do siebie żonę.
Nagle na zegarze wybiła godzina 9:00.
- Muszę już iść. Bardzo was kocham - powiedziała i zniknęła za machoniowymi drzwiami.
Jeszcze przez dłuższy czas patrzyłam za nią przez okno w kuchni. W końcu jednak zniknęła w głębi lasu.
Minęło 8 lat od początku wyprawy. O mamie nie słyszeliśmy ani słowa od tamtego czasu. Życie w domu toczyło się normalnie. Tata pracował a ja się uczyłam. Jednak to były tylko pozory. Oczywiście przed wszystkimi pokazywaliśmy że jesteśmy silni ale w domu było zupełnie inaczej. Tata codziennie wieczorem zatapiał smutki w alkoholu a ja płakałam w swoim pokoju.
Jednak pewnego dnia coś się zmieniło, ponieważ przyszedł do nas list od Króla.
Kiedy weszłam do kuchni i zobaczyłam tatę patrzącego w okno i w jednej ręce trzymającego list a w drugiej szklankę z alkoholem, od razu zrozumiałam że musiało stać się coś poważnego i bardzo się z tego powodu przestraszyłam.
- Co się stało ? - zapytałam go lekko drżącym głosem.
Niestety odpowiedziała mi tylko głucha cisza.
- Tato ! O co chodzi ?- nie wytrzymałam i podniosłam głos.
Znowu odpowiedziała mi cisz. Tylko tym razem podał mi pergamin nawet na mnie nie spoglądając.
Witam
Z wielką przykrością muszę państwa powiadomić, że P. Elizabeth Bellar
nie wróciła wraz z ocalałymi oraz nie znaleziono jej ciała co niestety oznacza,
że zginęła w walce za nasze Królestwo.
Składam najszczersze kondolencje całej rodzinie
Król Ronald
"Nie, nie, nie. To nie mogła być prawda". Łzy powoli zaczęły mi spływać po policzkach.
- Nie płacz Kochanie - pocieszał mnie tata, przytulając mnie do siebie.
A ja zadawałam sobie w głowie cały czas tylko jedno pytanie :
DLACZEGO MNIE TO SPOTYKA ???
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o mamie i o tym czy ona na pewno nie żyję. Może była ranna i ktoś się nią opiekuję? I ona cały czas żyję ? W końcu jednak sen mnie zmożył i całkowicie odpłynęłam. Niestety to nie był koniec smutnych i tragicznych przeżyć w moim życiu.
O świcie obudziły mnie czyjeś głośnie i przeraźliwe krzyki.
sobota, 4 lipca 2015
Rozdział I - Początek
Kiedyś w tym samym dniu czyli18 maja 1680 roku na świat przyszła dwójka dzieci : dziewczynka i chłopak.
Byli oni elfami. Dziewczynka urodziła się w małej wiosce w Górach Śnieżnych. Była córką Elisabeth i Wiliama Bellar. Rodzice nazwali ją Ariana. Chłopak urodził się w bardzo odległym Leśnym Królestwie. Był synem Króla Harry'ego i Mary Terner. Nazwali go Bill. Dzieci były obdarzone wielką mocą. Potrafiły poruszać różnymi przedmiotami bez dotykania ich, a czasem nawet potrafiły przewidzieć co się stanie. Rodzice trochę martwili się o swoje dzieci, że są jakieś inne. Dzieciom to w żadnym wypadku nie przeszkadzało. Często wykorzystywali swoje moce na korzyść dla siebie. Rodzicom to się bardzo nie podobało. Moja mama - właśnie to jestem ja- Wracając do historii : Moja mama często mnie upominała że moje zachowanie jest karygodne, ale ja się tym prawie wcale nie przejmowałam. Sprawiało mi to ogromną radość i często korzyść. Jednak czasem było to straszne. Kilka razy miałam okropne sny. Niektóre się spełniały a inne nie. Jeden naprawdę bardzo mnie przestraszył i obudziłam się z krzykiem. Miałam ten sen w wieku 6 lat.
- Mamo, mamo ! - krzyczałam przez sen.
Nagle się zerwałam i zobaczyłam że jestem w swoim pokoju.
- Co się stało ? - zapytała mama, wbiegając do mojego pokoju.
- Znowu miałam zły sen. - odpowiedziałam.
- Co takiego Ci się śniło ? - zapytała mama i usiadła obok mnie na łóżku.
- Ten był o Tobie - powiedziałam.
- O co w nim chodziło ?
- Śniło mi się, że ......
- Że co?
- Że zginęłaś - dokończyłam i łza spłynęła mi po policzku
- A pamiętasz jak i gdzie ?
- Nie - powiedziałam
- To tylko zły sen - powiedziała mama uśmiechając się do mnie.
- Ale ten był straszny. Nie chcę żeby się spełnił- odpowiedziałam i z całych sił przytuliłam się do mamy.
- Nie spełni się, zobaczysz - powiedziała mama i pogłaskała mnie po głowie- a teraz śpij.
- Dobranoc mamo. Kocham Cię - odpowiedziałam i położyłam głowę na poduszce.
- Dobranoc kochanie - odparła, wstała i wyszła z mojego pokoju.
Przez dłuższą chwilę jeszcze nie mogłam zasnąć. Cały czas miałam w głowie ten straszny sen. W końcu zamknęłam oczy i zasnęłam. Kiedy rano się obudziłam od razu zeszłam na dół żeby sprawdzić czy mój sen się nie spełnił. Byłam bardzo wystraszona, ale kiedy weszłam do kuchni to zobaczyłam mamę kszątającą się i przygotowującą śniadanie to odetchnęłam z ulgą i uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Wszystko było w porządku na pierwszy rzut oka. Niestety nie do końca tak było.............
P.S Nie wiem czy się spodoba bo nie jestem najlepsza w pisaniu ale mam taką nadzieję :)
Zapraszam do lektury a rozdziały będę dodawać po trochu ;)
Byli oni elfami. Dziewczynka urodziła się w małej wiosce w Górach Śnieżnych. Była córką Elisabeth i Wiliama Bellar. Rodzice nazwali ją Ariana. Chłopak urodził się w bardzo odległym Leśnym Królestwie. Był synem Króla Harry'ego i Mary Terner. Nazwali go Bill. Dzieci były obdarzone wielką mocą. Potrafiły poruszać różnymi przedmiotami bez dotykania ich, a czasem nawet potrafiły przewidzieć co się stanie. Rodzice trochę martwili się o swoje dzieci, że są jakieś inne. Dzieciom to w żadnym wypadku nie przeszkadzało. Często wykorzystywali swoje moce na korzyść dla siebie. Rodzicom to się bardzo nie podobało. Moja mama - właśnie to jestem ja- Wracając do historii : Moja mama często mnie upominała że moje zachowanie jest karygodne, ale ja się tym prawie wcale nie przejmowałam. Sprawiało mi to ogromną radość i często korzyść. Jednak czasem było to straszne. Kilka razy miałam okropne sny. Niektóre się spełniały a inne nie. Jeden naprawdę bardzo mnie przestraszył i obudziłam się z krzykiem. Miałam ten sen w wieku 6 lat.
- Mamo, mamo ! - krzyczałam przez sen.
Nagle się zerwałam i zobaczyłam że jestem w swoim pokoju.
- Co się stało ? - zapytała mama, wbiegając do mojego pokoju.
- Znowu miałam zły sen. - odpowiedziałam.
- Co takiego Ci się śniło ? - zapytała mama i usiadła obok mnie na łóżku.
- Ten był o Tobie - powiedziałam.
- O co w nim chodziło ?
- Śniło mi się, że ......
- Że co?
- Że zginęłaś - dokończyłam i łza spłynęła mi po policzku
- A pamiętasz jak i gdzie ?
- Nie - powiedziałam
- To tylko zły sen - powiedziała mama uśmiechając się do mnie.
- Ale ten był straszny. Nie chcę żeby się spełnił- odpowiedziałam i z całych sił przytuliłam się do mamy.
- Nie spełni się, zobaczysz - powiedziała mama i pogłaskała mnie po głowie- a teraz śpij.
- Dobranoc mamo. Kocham Cię - odpowiedziałam i położyłam głowę na poduszce.
- Dobranoc kochanie - odparła, wstała i wyszła z mojego pokoju.
Przez dłuższą chwilę jeszcze nie mogłam zasnąć. Cały czas miałam w głowie ten straszny sen. W końcu zamknęłam oczy i zasnęłam. Kiedy rano się obudziłam od razu zeszłam na dół żeby sprawdzić czy mój sen się nie spełnił. Byłam bardzo wystraszona, ale kiedy weszłam do kuchni to zobaczyłam mamę kszątającą się i przygotowującą śniadanie to odetchnęłam z ulgą i uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Wszystko było w porządku na pierwszy rzut oka. Niestety nie do końca tak było.............
P.S Nie wiem czy się spodoba bo nie jestem najlepsza w pisaniu ale mam taką nadzieję :)
Zapraszam do lektury a rozdziały będę dodawać po trochu ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)