piątek, 25 września 2015

Rozdział III - Atak

Bardzo was przepraszam, że tak długo mnie nie było ale najpierw wyjazd wakacyjny, później próby a na końcu szkoła i tak jakoś mało czasu mi zostało na pisanie. Od teraz postaram się dodawać rozdziały co miesiąc chodź niczego nie obiecuję bo mam bardzo dużo nauki. 
A teraz zapraszam do lektury. 
I BARDZO WAS PROSZĘ - KOMENTUJCIE, to naprawdę mi pomaga :)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

O świcie obudziły mnie czyjeś głośne i przeraźliwe krzyki. Pierwsze co zrobiłam to spojrzałam przez okno, ale zauważyłam tylko mgłę i nic więcej. Postanowiłam, że zejdę na dół do taty. Szybko ubrałam czerwoną bluzkę i czarne, długie spodnie. Na nogi wsunęłam wiązane kozaki a na ramiona zarzuciłam ciemny sweter z długim rękawem, i prędko zbiegłam po schodach. Na środku salonu stał tata w granatowym płaszczu i zakładał rękawice. O fotel był oparty długie, srebrny miecz ze szmaragdową rączką, który normalnie wisiał na ścianie jako pamiątka po moim dziadku.

- Tato, co się dzieję ? – zapytałam z lekką nutą przerażenia w głosie.

- Kochanie – zaczął, odwracając się w moją stronę – idź szybko na górę i weź łuk i strzały z szafy i schodź tu do mnie.

- Ale po co ? – powtórzyłam pytanie słysząc zdenerwowanie w głosie mojego ojca.

- Rób co Ci każę ! – Tym razem podniósł głos – no już ! – krzyknął widząc że dalej stoję w drzwiach pomieszczenia.

Od razu pobiegłam do mojego pokoju i wyjęłam z dna szafy łuk i kołczan pełen strzał. Jeszcze na chwilę stanęłam w drzwiach „ mojego królestwa”, (bo tak w myślach nazywałam mój pokój), bo miałam złe przeczucie że już tu nie wrócę. Nie wiem ile tak stałam ale z tego transu wyrwał mnie głośny wybuch. Od razu zamknęłam mahoniowe drzwi i popędziłam do salonu.

- Ariana uciekaj do lasu. Szybko !

- Tato ?

- Córeczko – powiedział podchodząc i mocno mnie przytulając – Uciekaj. Musisz przeżyć. Kocham Cię skarbie – powoli się odsunął i popatrzył mi w oczy. Zobaczyłam na jego policzkach łzy a moje również mimowolnie wypłynęły mi z pod powiek.

- Nie płacz słonko – znowu mnie przytulił – Wszystko będzie dobrze.

- Obiecujesz ? – zapytałam

- Tak – odpowiedział – Uciekaj do lasu. Nie patrz za siebie tylko biegnij. Schowaj się gdzieś w lesie. Przyjdę po Ciebie jak będzie po wszystkim. – powiedział odsuwając się ode mnie i biorąc miecz do ręki wybiegł z domu a ja od razu za nim na uliczki wioski. Widok jaki tam zastałam był okropny. Wszędzie ciała zmarłych mieszkańców i ogromne bestie .Ich łby przypominały głowę lwa, z tą różnicą, że był szary. Umięśnione przednie łapy kończyły długie i ostre pazury. Tylnia część ciała przypominała tułów kozła, ale najgorszy był ogon, który zakończony był łbem smoka. Były to najprawdziwsze chimery. Stałam przez chwilę jak spetryfikowana dopóki nie usłyszałam głosu taty.

- Ariana, uciekaj ! No już ! – krzyknął i zniknął za jakimś budynkiem.


W tym momencie zerwałam się i puściłam biegiem w stronę lasu. Omijałam domy, leżące, martwe ciała zarówno ludzi jak i zwierząt. Po drodze zauważyłam moją koleżankę a nad nią pochylającą się chimerę. 
Szybko nałożyłam strzałę na cięciwę i strzeliłam trafiając zwierzęciu prosto między oczy. Bestia upadła martwa a dziewczyna odwróciła się, kiwnęła mi głową w geście podziękowania i pobiegła w stronę rynku, a ja zrobiłam to samo tylko ruszyłam w stronę lasu. Kiedy dobiegłam na skraj puszczy, obróciłam się jeszcze na chwilę żeby popatrzeć na mój stary dom. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk łamanej gałęzi więc szybko weszłam między drzewa i wspięłam się na pierwsze a zarazem najwyższe drzewo i schowałam się pomiędzy liśćmi. Przez długi czas do moich uszu dobiegały krzyki i ryki. 

Siedziałam tak bardzo długo, aż w końcu bestie zaczęły wracać do lasu. Kiedy zniknęły z pola widzenia powoli zeszłam na ziemię. Rozglądnęłam się w koło, ale nigdzie nie widziałam taty. Powoli ruszyłam w stronę wioski. Kiedy doszłam na rynek, przeraziłam się. Wszędzie wiedziałam ciała i krew. W wielu rozpoznałam moich przyjaciół i znajomych, ale to co zobaczyłam koło fontanny, zbiło mnie z nóg. Pędem rzuciłam się w tamtą stronę. Na ziemi, martwy leżał mój tata. Cały był zakrwawiony a w ręce trzymał miecz. Upadłam na kolana i mocno przytuliłam jego bezwiedne ciało. Po policzkach zaczęły mi spływać słone łzy. Nie wiem ile tak trwałam ale zaczął już zapadać zmrok i powoli zaczęło robić się ciemno.

Postanowiłam, że pójdę jeszcze zobaczyć do domu, o ile jeszcze stoi. Kiedy tam dotarłam, drugi raz nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Drzwi  i ganek były doszczętnie rozwalone a w dachu było mnóstwo dziur. W środku nie wyglądał lepiej. Wszystkie meble było rozwalone i porozrzucane po całym domu. Postanowiłam spakować najpotrzebniejsze rzeczy, które zostały. W moim pokoju, z szafy wyjęłam niedużą torbę na ramię i spakowałam do niej dwie bluzki, sweter i  moją ulubioną książkę. Na ziemi znalazłam potłuczone zdjęcie, które przedstawiało mnie i rodziców. Wrzuciłam je do torby, ubrałam ją i wyszłam z pomieszczenia. Po drodze złapałam moją broń i opuściłam dom. 
Ostatni raz popatrzyłam na miejsce w którym spędziłam najszczęśliwsze momenty swojego życia. Nawet nie wiedziałam kiedy łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Odgoniłam to wszystko od siebie i ruszyłam w świat w poszukiwaniu schronienia. Ruszyłam w kompletnie nieznany i odległy mi świat, całkiem sama. Cały czas zadawałam sobie pytanie : Dlaczego akurat mnie to spotyka”.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Chimery :
http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Chimera


1 komentarz:

  1. Rozdział Fajny!
    Ten atak chimer był okropny!!!
    Ale jedno mnie... tak jakby zaskoczyło. Mianiowice sktrój Ariany, który opisałaś, był bardzo nowoczesny. Nie wiem w jakim wieku toczy się akcja, ale taki ubiór nie zyt synchronizuje się z uzbojeniem (mieczami, łukali itp.)
    Ogółnie rozdział mi się podaobał :)
    Pozdawim i życzę duuuuuuuuużo weny!

    OdpowiedzUsuń